osod@osod.info +48 (12) 625 46 13

“Flaki nie idą do nieba” Moja historia

Pamiętam dzień kiedy z dumą pokazałam mojej Mamie małą kartę wielkości karty płatniczej z napisem: “Wyrażam zgodę, aby po mojej śmierci pobrano narządy z mojego ciała w celu ratowania życia i zdrowia innych ludzi”. 

Powiedziała wtedy, że to bardzo poważna i bardzo dorosła decyzja. W jej oczach było widać dumę – kiedyś to nie było modne, kiedyś ludzie żyli w przeświadczeniu, że lekarze będą walczyli o organy a nie o Ciebie. Mama powtarzała mi i mojej siostrze, że flaki nie idą do nieba i nie są nam potrzebne po śmierci. 

Nawet nie spodziewałam się, że tamten dzień kiedyś będzie kluczowy w podjęciu najtrudniejszej decyzji jaką miałam w moim życiu. 

Mama była położną. Pracowała na nocne zmiany i pamiętam, że zawsze żyła w biegu. Jak tylko wracała ze szpitala to leciała do sąsiadów, a to jednemu zrobić zastrzyk, a to zbadać jakieś dziecko…no tak już miała…siebie stawiała na samym końcu. Na co dzień zmagała się z anemią. Brak żelaza był tak uciążliwy, że miała już dość łykania leków. Zdiagnozowano u niej mięśniaki. 

Żadna przypadłość, szybki zabieg wycinania mięśniaków, uregulowanie hormonami i będzie znów jak niewyczerpujący się robot.

Na zabieg zdecydowała się w szpitalu w którym pracowała ponad 25 lat. Sami przyjaciele… Niestety przyjaźń i doświadczenie lekarzy nie pomogła mojej mamie. 

Podczas zabiegu okazało się, że respirator do którego ją podłączyli został źle skręcony. Zaczęła się dusić.

Niedotlenienie spowodowało uszkodzenia mózgu. Mama po 7 dniach zmarła.

Tu zaczyna się najdłuższe 10 minut  w moim życiu. Lekarze poinformowali nas dzień wcześniej o planowanym orzeczeniu śmierci mózgowej Mamy. Kiedy byliśmy rano w szpitalu lekarz wyszedł do nas z jej sali i powiedział, że podczas badania Mama nie wykazała żadnych reakcji.

“Pacjentka nie żyje” Jak to nie żyje?! Przecież oddycha, widać na monitorze, że serce bije. Podnosząca się klatka piersiowa wydawała się normalna, a jednak jak się dokładnie przyglądasz to widzisz, że podnosi się zbyt miarodajnie. Wszystko jak na akord…piknięcie w aparaturze – wdech i wydech , piknięcie – wdech i wydech … Nie było w tym nic naturalnego. NIC.

To czas dla was..idziecie do Mamy. Powiedziała pielęgniarka. W takich chwilach są naprawdę bardzo delikatni. Pomimo tego, że personel na oddziale intensywnej terapii zmaga się codziennie ze śmiercią, nikt nie poddaje się rutynie. Wiedzą, że każdy z nas przez te 10 min przechodzi największe tortury jakie może przejść w życiu. MUSISZ ZDECYDOWAĆ CZY ODPINASZ APARATURĘ.

Musisz zatrzymać sprzęt i za 10 sekund nie usłyszysz już piknięcia wdech – wydech…

Pielęgniarka wyszła z sali. W tym samym momencie odwróciliśmy się do niej z siostrą i krzyknęliśmy PRZEPRASZAM … Tak ? Zapytała Pani w białym kilcie. Czy Mama może kogoś uratować? W oczach pielęgniarki było widać niedowierzanie. Chodzi o przeszczep. Czy Mama może kogoś uratować? Jasne – odpowiedziała. Zazwyczaj MUSIMY PRZEKONYWAĆ LUDZI DO ODDANIA ORGANÓW. Nas nie musiała. Flaki nie idą do nieba.

Po wyjściu z sali od razu poszłyśmy z siostrą do lekarza dowiedzieć się więcej, co możemy zrobić ale przede wszystkim co może zrobić Mama. Wychodząc ze szpitala miałyśmy wrażenie, że Jej śmierć nie poszła na marne, że jest szansa, że pomoże innym tak jak robiła to za życia. Pobranie organów zaplanowane było na ten sam dzień ale w nocy.

Na drugi dzień zaproszono nas do szpitala. Ostatecznie Mama podarowała nowe życie 6. osobom. Pobrano Mamie zastawki serca, rogówki oczu, nerki…

I wiecie co … myśl, że twój bliski może ratować innych pomaga w oswojeniu się z jego śmiercią. Jest bardzo pomocny w procesie żałoby, duma jaką człowiek odczuwa całe życie łagodzi ból i stres przy

podejmowaniu decyzji o wyłączeniu piknięcia – wdech – i wydech.

W całym procesie nikt nie jest nachalny, nikt nie wymusza żadnych decyzji, nikt nie obwinia ani nie wprowadza w stan poczucia winy. Trud decyzji trwa 10 minut – Tak, jest to ciężka decyzja, jest to najtrudniejsza decyzja jaką będziesz musiał podjąć w życiu. 10 minut żalu, bólu smutku i niedowierzania, że tej osoby już nie ma. A piknięcie wdech i wydech są tylko i wyłącznie zasługą aparatury. Ale gdy już dotrze do Ciebie, że Twoja ukochana Mama jest już poza tym wszystkim i myśl, że ktoś może dostać nowe życie, że być może dzięki Niej czyjaś mama, córka czy mąż będą żyli…cóż Cię broni przed możliwością podzielenia się ŻYCIEM.

Od tamtych 10 minut minęło już prawie 9 lat.

Kiedyś ktoś zadał mi pytanie czy chciałabym poznać osoby, które dostały organy Mamy.

Odpowiedziałam nie … Mamy historia się już skończyła … teraz oni piszą nową. Niech o siebie dbają i cieszą się szansą którą otrzymali. Życzę im wszystkiego najlepszego 🙂

Alicja Zarzycka,

moja Mama … kobieta, która odeszła tak szybko, że ani się pożegnać, ani się z tym pogodzić.

Może cię także zainteresować

Zostaw komentarz