osod@osod.info +48 (12) 625 46 13

PIĘĆ TYGODNI WALKI O ŻYCIE. Moja historia Aleksandra

Moja historia dla mnie jest dziwna. Zdarzyło się to 12 lat temu.
Byłam zdrowa, żadnych dolegliwości nie odczuwałam. Dostałam pewnego razu zwykłej biegunki a przynajmniej tak mi się wydawało. Sama niestety nie ustępowała i zgłosiłam się do lekarza. Pani doktor leczyła mnie przez dwa tygodnie ale ciągle nic nie pomagało a ja coraz bardziej byłam wyczerpana.
Wówczas zleciła badanie moczu. Sama nie zdawałam sobie sprawy, że ze mną jest tak źle, i że przestałam całkiem sikać.
Myślałam, że normalnie oddaję mocz i gdy mąż poprosił o pojemnik z moczem okazało się, że ani kropli nie poleciało.


Byłam słaba, nic nie jadłam tylko piłam. Leżałam sobie bo nie miałam siły ani siedzieć a tym bardziej chodzić. Wreszcie zaczęłam bełkotać bezładnie i tracić świadomość.

Zadzwoniliśmy do lekarza po skierowanie do szpitala. Mąż natychmiast mnie zawiózł. Ja coraz słabiej kontaktowałam i nawet nie wiem co działo się ze mną na SOR.  Dostałam kroplówkę, która trochę zadziałała i poczułam się minimalnie lepiej. Lekarz widząc poprawę chciał raczej odesłać mnie do domu ale na moje szczęście przyszedł jeszcze inny, młody lekarz i okazał się dla mnie aniołem. Porozmawiał, wypytał o każdy szczegół, sprawdził wszystko i mówi…  “wolę panią wziąć na odział”.


Zgoda moja natychmiastowa i wielka ulga bo naprawdę źle się czułam. Pojechaliśmy wózkiem na oddział. Dostałam dwuosobową salę z wygodnym łóżkiem. Było już późne popołudnie więc tylko ten lekarz dyżurujący, który mnie przyjął zajmował się mną. Kolejne kroplówki z lekiem ale nie pamiętam jakim. Rano badania i wielki szum wokół mnie. Nerki “wysiadły” jest sepsa…….
Wiecie co? – nie zdawałam sobie sprawy co ze mną będzie. Czułam lęk i niepokój. Działo się dużo. Córka mieszkała daleko ale na drugi dzień już była w szpitalu. Pracuje w klinice i o wszystkim rzeczowo  porozmawiała z lekarzami i zorientowała się w moim stanie zdrowia. Założono mi cewnik do dializ za pomocą którego krew szła do maszyny, która ją oczyszczała. Ja czułam się coraz lepiej.
Niestety, wdała się bakteria klebsiella, trudna do zbicia i oporna na leczenie. Dostawałam sporo antybiotyków w kroplówkach i doustnie. To było pięć tygodni walki o życie. Co parę godzin badano kreatyninę. Chciało mi się tylko pić, apetyt nie wracał, na nic żadnego łaknienia nie czułam.
Do sali przychodził codziennie ksiądz i mnie błogosławił oraz żartem wyganiał ze szpitala do domu.
Wyszłam,  to prawda ale dużo zawdzięczam mojej córce. Ona mnie wspierała, umiała rozmawiać językiem medycznym z lekarzami, pilnowała wszystkiego.  Do dzisiaj przyjmuję lekarstwa, chodzę na kontrolę, muszę przestrzegać diety i dbać o siebie. 5 tygodni dializowania uratowało mi życie ale chciałabym aby nigdy już nie były potrzebne.

Bardzo zmieniłam się od tamtej pory. Stałam się rozdrażniona, płaczliwa, denerwuję się z byle powodu a nawet niekiedy agresywnie reaguję. Myślę, że ten płacz wywołany jest bezsilnością.
Choroba dużo mi zabrała radości z życia i przyjemności. Ciągle myślę o diecie, o wadze, ciśnieniu. Gdy robię badania z krwi i moczu czyje stres i lęk…o Boże, jakie wyjdą?
Nie dawałam już rady z tym w pewnym momencie i zaczęłam leczenie na depresję.
Mąż czuwa bardzo nade mną, pomaga mi, jest opiekuńczy i dobry dla mnie. Łagodzi moje nerwy ale czasem bez przyczyny i jemu się oberwie. Pozdrawiam wszystkich tych, którzy otarli się o śmierć. Nikt nie wie, co się wtedy z mózgiem dzieje, tylko ten kto tego doświadczył.

Aleksandra Ciesielska

Brak opisu.

Może cię także zainteresować

Zostaw komentarz