osod@osod.info +48 (12) 625 46 13

“Tandemem prze życie” Moja historia

“TANDEMEM PRZEZ ŻYCIE

Kryzys zdrowotny zaczął się u mnie dosyć wcześnie. Mając 9 lat zachorowałam na cukrzycę insulinozależną. Jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji tej choroby. Słyszałam od wszystkich tylko zakazy i nakazy. Byłam tym wszystkim oszołomiona, ponieważ myślałam, że wszystko jest w porządku. 

Jakby mało było jednego problemu przydarzył mi się wypadek. Zostałam potrącona w wieku 12 lat przez motocykl. Długo nie mogłam dojść do siebie, leżałam pół roku w gipsie. Wtedy pierwszy raz w moczu pokazały się śladowe ilości białka. Po roku czasu od wypadku i rehabilitacji zaczęłam wstawać i chodzić samodzielnie. Moja  noga niestety była nieco krótsza co było zauważalne przy chodzeniu. 

Byłam nastolatką, która chodziła do szkoły, spotykała się z przyjaciółmi i miała plany na przyszłość. Kiedy skończyłam średnią szkołę zaczęłam studiować literaturę medyczną z której dowiedziałam się czym tak naprawdę jest moja choroba i co może mnie czekać. Wtedy przeżyłam ogromną “załamkę” psychiczną. Leżałam na łóżku i czekałam kiedy umrę. Po jakimś czasie ogarnęłam się z tego dołka, poradziłam sobie ze strachem, żalem i zaczęłam normalnie funkcjonować.

Gdy miałam 20 lat zachorowałam na grypę. Niby nic poważnego a ja przechodziłam ją bardzo ciężko.  Intuicja podpowiadała, że to coś więcej niż grypa.  Wyniki badań potwierdziły to, co w głębi duszy czułam. W moczu wykryto bardzo wysokie białko czyli moje nerki miały problemy. Lekarz stwierdził, że to od cukrzycy i dostałam jakieś leki. Powodowały one u mnie dziwne objawy tak jakbym była “pijana” zwłaszcza przy chodzeniu. Na własną rękę zaczęłam szukać wspomagających ziółek i rzeczywiście po nich wyniki nerek się poprawiły. 

Jako 26 letnia dziewczyna wyszłam za mąż i zaszłam w ciążę. Lekarze z mojej miejscowości zalecali ją usunąć. Ja chciałam bardzo urodzić to dziecko. Na szczęście trafiłam do Kliniki w Krakowie  i tylko dzięki zaangażowaniu lekarzy, przede wszystkim nefrologów, urodziłam ślicznego synka w siódmym miesiącu ciąży. Zarówno dla mnie jak i dla lekarzy był to trudny czas walki o dziecko. W trzecim miesiącu musiałam mieć pierwszą dializę aby wspomóc nerki. Następnie przez jakiś czas brałam leki moczopędne co wystarczało. Na stałe hemodializy rozpoczęłam od 6 miesiąca ciąży i tak do dzisiaj czyli ponad 25 lat. 

Jak wszystkie osoby dializowane aby otrzymać przeszczep musiałam wyleczyć wszelkie ogniska zapalne. U mnie była to zakażona nerka na skutek refluksu. Operacja odbyła się w 2000 roku, tyle że wycięta została nie ta nerka co trzeba! Nadal trapiły mnie bakterie, infekcje, doszło do sepsy i po trzech miesiącach usunęli mi drugą nerkę. 

Mogłam już myśleć o przeszczepie nerki a odbył się on w 2002 r. we Wrocławiu. Radość nie trwała długo bo tylko 3,5 roku. W tym czasie pojawiło się wiele komplikacji, powikłań i trzeba było powrócić na dializy.

Drugi przeszczep otrzymałam w 2011 r. w Warszawie. Tym razem  była to nerka i trzustka.

Gdy obudziłam się, nawet nie wiem po ilu dniach, usłyszałam, że nerka nie podjęła pracy. Ciągle trwała walka o trzustkę. Na 1,5 miesiąca mogłam uwolnić się od podawania insuliny. Niestety tylko tyle bo trzustka również przestała funkcjonować. Pozostały dializy.

Musiałam spojrzeć chorobie w oczy i wytrwale walczyć o dobre życie na dializie. 

Jestem osobą słabo widzącą. Trochę z powodu cukrzycy a częściowo to konsekwencja wcześniejszego wypadku. Aby komunikować się z innymi używam systemu mówiącego w telefonie. Niedawno przechodziłam kolejny trudny okres w swoim życiu. Miałam usuwane oko. 

Lata dializy wpływają na stan kości. Odczuwam bardzo ból kręgosłupa. Staram się łagodzić  te dolegliwości poprzez ćwiczenia. Kupiłam rowerek dzięki któremu mogę ćwiczyć nawet w czasie dializy.

Stale dążę do rozwoju osobistego a że w młodości nie udało mi się iść na studia postanowiłam zrobić  to teraz. Wybrałam psychologię na Uczelni  w Wyższej Szkole Biznesu w formie zaocznej. Wykłady odbywają się co dwa tygodnie w weekendy. Studia są płatne ale mi udało się uzyskać stypendium dla osoby niepełnosprawnej.

Pozytywnie podchodzę do życia. W 2021 r. bawiłam się na weselu mojego syna. Jestem szczęśliwa i cieszę się z każdego dnia. Pomaga mi bardzo duże wsparcie w rodzinie, w mężu, rodzicach i siostrze. Wiara w Boga też jest ważna w moim życiu bo daje nadzieję.

Nie mogę udawać, że czasami nie martwię się o życie z chorobą nerek ale na szczęście znajduje sposoby jak przez to przejść.

Ładuję energię w czasie tych przyjemniejszych chwil. Czasami są to podróże, czasami zwykłe przejażdżki na rowerze czy spotkania z ludźmi. Znajduję wówczas czas na refleksję ale i łapanie słońca. Ktoś pomyśli jak to możliwe, że jeżdżę na rowerze, przecież słabo widzę. Stało się to realne dzięki pomysłowości męża. Kupił tandem, pięknie wyremontował i tak sobie jedziemy w dwójkę ścieżką i tą rowerową i tą życiową.

Agata

(Stary Sącz, Marzec 2022 r.)

Może cię także zainteresować

Zostaw komentarz