Wspieramy pacjentów z Przewlekłą Chorobą Nerek (PChN) oraz ich bliskich, pomagamy im uporać się z przeciwnościami, jakie niesie konieczność leczenia zachowawczego, zmiany stylu życia czy terapii nerkozastepczej.

+48 501 781 723

osod@osod.info
ul. Wilczy Stok 12; 30-237 Kraków

Aktualności

Poniedziałek - Piątek

09:00 - 17:00

+48 501 781 723

osod@osod.info

ul. Wilczy Stok 12

30-237 Kraków

Follow Us
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki  >  Gdy jest życie jest nadzieja – Andrzej

 

 

Moja Historia

Gdy jest życie jest nadzieja – Andrzej

Szukam inspiracji w historiach innych pacjentów, którzy dzięki sile, nadziei i odwadze pokonują trudności choroby nerek. Nie ukrywam, że w grupie wsparcia KSN i stronach OSODu jest ich wiele. Dokładam i swoją.

 

Nie byłem w rodzinie pierwszy z chorobą nerek. Najpierw problemy nerkowe zaczęły się u mojej mamy. Miała dializy otrzewnowe, potem hemodializy prawie 15 lat. Czasami przyglądałem się z niedowierzaniem, że można się tak źle czuć albo mieć tak złe parametry. Teraz widzę jak wiele cierpień mama przechodziła. Potem dowiedziałem się, że to wielotorbielowatość nerek i prawdopodobnie mogłem ją odziedziczyć.

 

Z zawodu jestem inżynierem budownictwa i prowadziłem dość aktywne życie. Dopiero w wieku 30 lat zrobiłem badanie USG, akurat w dzień ataku na WTC. Widziałem jak runęły dwie wieże a badanie ujawniło, że moje dwie nerki też giną. Już nie prawdopodobnie a na pewno odziedziczyłem wielotorbielowatość nerek. Od tego czasu regularnie robiłem badania, pilnowałem się żeby jak najdłużej żyć z własnymi nerkami. Nerki mnie wtedy wcale nie bolały. Wszystko było dobrze do czasu aż złapałem zapalenie płuc w 2019 r. i znalazłem się w szpitalu. Po szpitalu miałem gorączkę i bardzo wysokie CRP, mocz koloru kawy. Okazało się, że w czasie leczenia szpitalnego przyplątała się bakteria klebsiella pneumonia. Przeleciawszy po płucach zagnieździła się w nerkach a konkretnie w torbielach. Była tak zjadliwa, że nie działało na nią żadne leczenie. Zaliczałem kolejne pobyty w szpitalu, urosepsy, krwiomocz, wymioty i cały zestaw nieprzyjemnych dolegliwości. Leżałem miesiącami w szpitalu. Leki były mało skuteczne a zagrożenie życia rosło, zaproponowano mi abym, (mając także na uwadze późniejszy przeszczep) usunął nerki.

 

Pierwszą nefrektomię miałem w Sosnowcu. Nerka była olbrzymia, miała parę kilogramów i około 27 cm. Cały personel z Ordynatorem, lekarzami był fantastyczny. Poszło całkiem fajnie, tyle że zacząłem już dializy. Druga nerka też nie była w dobrym stanie. Za niedługo zaczęła się odzywać. Znowu ciągle powracające sepsy, zakażenia i kolejna decyzja o usunięciu. Tym razem było to w Klinice Urologicznej w Katowicach, prawie rok po pierwszej nefrektomii. Nie było na miejscu stacji dializ. Po 5 dniach po zabiegu, wypisali mnie do domu, raczej wygonili jak wszystkich innych pacjentów przed Świętami Bożego Narodzenia. Zgłaszałem problem, wymioty, gorączkę i inne dolegliwości jelitowe ale miało samo przejść.

 

Żona odebrała mnie wpół świadomego w kiepskim stanie; w tym samym dniu wylądowałem na SOR w Częstochowie. Sytuacja była krytyczna; na chirurgii ratowali mi życie. Doszło po nefrektomii do zapętlenia jelit, które zaczęły obumierać. Po operacji widziałem na korytarzu ludzi i dzieci, których nie było. To działały leki śródoperacyjne. Udało się to jakoś na szczęście przeżyć.

 

Zawsze dbam o siebie, stosuje środki zapobiegawcze w czasie pandemii bo już mam dosyć przygód a mimo to w połowie lutego 2021 zachorowałem na covida. Było bardzo “grubo”. Dostawałem tlen, podawano Remdesivir. Miałem problemy ze zrobieniem kilku kroków do ubikacji. Dializę wykonywano u mnie sześć razy w tygodniu. Po kilku testach wynik dopiero był negatywny. Kontynuowałem leczenie na nefrologii gdzie postawiono mnie do pionu. Morfologia utrzymywały się jeszcze długo na niskim poziomie. Po covidzie pozostała zatorowość płucna, zmniejszona frakcja wyrzutowa serca i 9 miesięcy zastrzyków przeciw zakrzepowych.

 

Teraz wierzę, że po wizycie u transplantologa, która pewnie niedługo nastąpi, zacznę robić badania do przeszczepu i otrzymam drugie życie bo mam dla kogo żyć. Mam wspaniałą żonę i śmiało mogę powiedzieć, że dzięki niej żyję za co serdecznie dziękuję.

 

Czemu o tym piszę? Z jednej strony pragnę podziękować wszystkim, którzy troszczyli się o mnie i pomagali; Lekarzom Pani Małgosi K, Pani Justynie M, Ordynatorowi Panu Sz. , pielęgniarkom i bezimiennym postaciom w kombinezonach. Jestem wdzięczny najbliższym, którzy mnie wspierali a szczególnie Żonie, która cały czas była ze mną, nie zawsze fizycznie ale psychicznie i dodawała otuchy w licznych trudnych momentach tego okresu. Dziękuję paniom salowym za odganianie złych myśli żartami.

 

Z drugiej strony mając silną wolę i odwagę do walki chce mobilizować także innych pacjentów. Dla mnie gdy jest życie jest nadzieja i chce się tą nadzieją dzielić z otaczającym mnie światem. Powtarzam każdemu; nie zamartwiaj się bo niczego to nie zmieni a życie uczyni trudniejszym niż jest. Bądź dobrze nastawiony. Realizuj marzenia. Bądź aktywny. Badaj się. Nie unikaj lekarzy i nie czekaj do ostatniej chwili. Natomiast dla tych, którzy mają wątpliwości, obawy powiadam; walczcie, pierś do przodu i niszczymy wszystkie przeciwstawności. Jeśli użalasz się nad sobą i swoją choroba pamiętaj, że są tacy, którzy mają zdecydowanie gorzej a są pogodni i trwałe realizują swoje marzenia.

 

Andrzej ( Wrzesień 2022)

Treść OSMN służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nasza strona internetowa nie ma na celu zastąpienia profesjonalnej porady medycznej, diagnozy lub leczenia.
OSMN nie ponosi odpowiedzialności wynikającej z zastosowania informacji zamieszczonych na stronie.
Skip to content