osod@osod.info +48 605 448 693

“CARPE DIEM CZYLI JAK ZNALAZŁEM SPOSÓB NA ŻYCIE PO PANDEMII, KTÓRA ZABRAŁA MI NERKI” Moja historia

Miałem osobiste starcie z czymś, co szybko doprowadziło do katastrofy moich nerek. Wirus, który zatrzymał cały świat dopadł także mnie.

Mam na imię Wojtek i mam 32 lata. Mieszkam na południu Polski w uroczym Nowym Sączu. Obecnie mam niewydolność nerek 5. stopnia i wymagam dializ.

Zacznijmy od początku. We wrześniu 2020 roku zaraziłem się covidem i pod koniec roku zauważyłem dziwne drgania rąk nad którymi nie mogłem zapanować. Czułem się w ogóle jakoś słabo (szybciej się męczyłem, nie mogłem się wyspać), spadł apetyt a do tego pojawiło się krwawienie z nosa i blada cera.

Doszedłem do wniosku, że coś jest nie tak i pasuje sobie zrobić badania. Po kontroli u lekarza rodzinnego wykonałem podstawowe badania krwi i moczu. W wynikach wyszła gigantyczna anemia i wtedy lekarz rodzinny wysłał mnie do szpitala na przetoczenie krwi. Tam okazało się że, poza anemią, kreatynina jest grubo ponad normę. Badania były na tyle złe, że skierowano mnie na dializy. Byłem trochę przerażony, ale odwiedził mnie lekarz z super podejściem, wytłumaczył mi, że nie ma się czego bać, opowiedział śmieszne anegdoty i szybko się z tym pogodziłem. Uznałem, że co ma być to będzie, zawsze może być gorzej i tak 20 stycznia 2021 roku miałem swoją pierwszą hemodializę.

Po pierwszej dializie przekonałem się, że nie jest to takie straszne, nawet nie odczułem żadnego dyskomfortu. Najgorszym ograniczeniem związanym z chorobą od początku dla mnie jest czas, który się traci na dializy. Przed dializami rozpocząłem projekt stworzenia portalu jubilerskiego. W planach były wyjazdy w Polskę w celu zdobycia pierwszych klientów. No ale dializy zabierają trochę czasu i okres pandemii nie pozwalał na dializy gościnne. Jednakże jestem wiecznym optymistą i wychodzę z założenia “carpe diem”, więc trzeba się cieszyć nawet z małych rzeczy. Żyję aktywnie i z nadzieją kontynuuję podróż po zdrowie. Etapem tej podróży jest na pewno to, że zostałem zgłoszony na aktywną listę do przeszczepienia nerki.

Na stacji dializ starano się dostosować leczenie do mojej pracy. Pani Oddziałowa sama zapytała jak chcę przychodzić na dializy. Wybrałem pierwszą zmianę; poniedziałek, środa, piątek, która kończy się przed 12 godz. Wtedy zawsze zostaje prawie cały dzień do dyspozycji. Często, gęsto jest tak, że kończę zabieg i bezpośrednio jadę gdzieś w trasę załatwiać sprawy związane z firmą. Takie rozwiązanie jest dla mnie idealne.

W czasie pobytu na stacji dializ niekiedy zamienię parę słów z innymi pacjentami. Nie jest to jakaś wielka zażyłość i bliższy kontakt. Na mojej zmianie jestem jednym z najmłodszych pacjentów. Staram się żyć pełnią życia a większość starszych pacjentów uważa, że choroba to koniec życia, nierzadko poddają się, nie chcą podjąć wysiłku o poprawę jakości tego życia itd. Mam całkiem inne podejście do sytuacji, która mnie spotkała. Wierzę, że jeszcze sporo przede mną do przeżycia i należy w życiu piąć się w górę pomimo przeszkód i nie rezygnować z marzeń.

Optymizm i dobry kontakt z lekarzami a wręcz ogólnie z całym personelem jest dla mnie terapeutyczny i czuję się partnerem w leczeniu. Zawsze jestem uśmiechnięty, pełen energii a dobre relacje budują wzajemną więź i zaufanie.

Muszę jeszcze wspomnieć, że zanim miałem hemodializy lekarze informowali mnie i proponowali dializy otrzewnowe. Zważywszy na mój styl życia to robienie codziennie dializ, nawet w nocy po 8 godz. byłoby dla mnie bardzo trudne, tym bardziej, że nawet tyle nie śpię. Zdarza się, że nie zawsze też w dniu dializ wracam do domu. Osobną sprawą jest branie na wyjazdy za każdym razem dodatkowego bagażu co też jakoś mi nie pasuję. Ponadto teraz wróciły hemodializy gościnne, więc zrobienie sobie dializ w innym miejscu niż przypisana stacja, nie stanowi problemu. W listopadzie korzystałem z dializ gościnnych w Gdańsku gdzie byłem w sprawach służbowych. Wziąłem ze sobą tylko podstawowy bagaż, no i oczywiście walizkę przygotowaną w przypadku przeszczepu ( jakby zadzwonili) i tyle.

Ogólnie czuję się dobrze. Oprócz pracy i dializ znajduje czas na rower a zimą lubię pojeździć sobie na nartach. Zdarza mi się brać udział w spotkaniach, przykładowo byłem na obchodach pierwszego Ogólnopolskiego Dnia Osób Dializowanych. Lubię poznawać nowych ludzi więc takie spotkania jak dla mnie są super. Na prośbę uczestników wykonałem srebrne i złote zawieszki z motywem nerek i datą przeszczepienia. Taką akurat biżuterię robi częściowo za mnie maszyna, ale zaprogramowanie jej tak aby to wykonała, wymaga trochę doświadczenia.

Staram się być świadomym swojej choroby, to czego nie wiem to dopytuję na stacji dializ, albo wyszukuję w internecie. Głównym moim “planem” jest wiadomo, otrzymanie przeszczepu. Drugim życiowym celem, na którym skupiam się obecnie to rozpromowanie w całej Polsce, a później w reszcie krajów UE stworzonego przeze mnie portalu ogłoszeń jubilerskich ( tak jakby OLX tylko z biżuterią i rzeczami z nią związanymi).

Jak widać staram się normalnie żyć i radzę też innym, aby pomimo choroby usiłowali żyć względnie normalnie. O każdym problemie rozmawiać, nie trzymać tego w sobie, bo często rozwiązanie jest prostsze niż się wydaje. Żyć jak najbardziej aktywnie, bo sam zauważyłem, że dzięki utrzymaniu w miarę dobrej kondycji (sport – często, gęsto) nawet nie odczuwam dializ, co więcej, również gdy zdarzy się wypić trochę więcej  płynów. Po części na wszystko jest sposób i na życie też trzeba go znaleźć.

Wojtek – Nowy Sącz

(sierpień – 2022)

Może cię także zainteresować

Zostaw komentarz